2015/12/14

#MojaTwórczość2

Hejka! Pamiętacie pierwszego posta z tej serii #MojaTwórczość, którego dodałam 2 tygodnie temu? Jakby ktoś nie widział to TUTAJ macie pierwszą część.

No to nie przedłużam, zapraszam na ciąg dalszy.


***
-Darcy! Darcy leniu, wstawaj! Jest siódma!
          Poczułam, że ktoś trzyma mnie za ramiona i lekko potrząsa. Później, mocniej, mocniej i mocniej. Udawałam, że jestem niedźwiedziem w śnie zimowym i nic, a nic nie może mnie obudzić, jednak mamy nie udało się oszukać tak łatwo. Poczułam powiem chłodu, a później cichy odgłos opadającej na ziemię kołdry. Oczywiście, teraz leżałam na łóżku okryta tylko za dużym, starym T-shirtem mojego taty i czarnymi szortami.
         Wydałam z siebie dziwny dźwięk, który oznaczać mógł „zaraz wstanę”, „nie chce mi się” oraz „wielki, chodzący banan w meksykańskim ponczo tańczy za tobą salsę”. Każdy moje jęknięcie może interpretować inaczej.
          Zmusiłam się do otworzenia oczu, wstania z łóżka i zwleczenia się na dół na śniadanie. Podeszłam do dużego, ciemnobrązowego, zrobionego z dębu, stołu, przy którym siedział mój tata James, mama Alice i starszy brat Will. Nie chciało mi się robić sobie żadnego wykwintnego posiłku (czytajcie- jajecznicy bądź omleta), więc wyjęłam z wiszącej nad zlewem szafki miskę, wlałam do niej zimnego mleka i wsypałam trochę czekoladowych płatków, po czym usiadłam w milczeniu do stołu i rozpoczęłam jedzenie.
-Wyglądasz jak yeti- odezwał się po kilku minutach Will.
          Nie chciało mi się kłócić, byłam na to zbyt zmęczona, więc obrzuciłam go pogardliwym spojrzeniem i wróciłam do swojej miski płatków.
          Will miał dziewiętnaście lat, jednak czasami zachowywał się jak dzieciak. Racja, faceci dojrzewają nieco później niż dziewczyny, ale on chyba stanął w rozwoju w wieku dwunastu lat.
          Nie chcę być wredna, może trochę przesadzam, bo czasami naprawdę można na niego liczyć, ale są momenty, gdy potrafi śmiać się jak debil gdy zobaczy w filmie „nieodpowiednią dla dzieci scenę”. Kurde, chłopak ma dziewiętnaście lat, miał niejedną dziewczynę, którą już nieraz przyprowadzał do domu i z którą nieraz zamykał się sam w pokoju, ale czasami mam wrażenie, że rodzice oszczędzili mu lekcji biologii.
          Will jest nieszczególnie wysokim, ale umięśnionym chłopakiem. Ma, tak samo jak ja, zielone oczy i blond włosy, jednak on ma bardzo zarysowaną szczękę i wysokie kości policzkowe, których niezmiernie mu zazdroszczę! Nigdy nie powiem tego na głos, ale ma bardzo słodkie, czerwone policzki. Nie tylko gdy się rumieni. Od urodzenia był zarumieniony na buzi i muszę przyznać, że dodaje mu to uroku, co nie zmienia, że to mój głupi, starszy brat i wolałabym, żeby mieszkał w ogródku lub piwnicy.
-Podwieźć cię do szkoły?- zagadnął tata, gdy wstałam od stołu by odnieść pustą miskę po płatkach do zmywarki.
-Nie, dzięki-odpowiedziałam-Alex i Jane wpadną po mnie za dwadzieścia ósma.
-Okay-odrzekł i również wstał od stołu.
         Tata, w odróżnieniu ode mnie, brata i mamy, miał ciemne, prawie czarne włosy, brązowe oczy i lekko odstający brzuszek. Co oczywiście nie znaczyło, że był gruby, ale na pewno nie wyglądał jak supermodel na którego widok wzdychają wszystkie nastolatki, przeglądając czasopisma o modzie.
         Ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Zajrzałam do garderoby z której wyciągnęłam jasnoniebieskie jeansy, lekko po przedzierane w niektórych miejscach, czarny T-shirt z ozdobnym, różowo-niebieskim dekoltem i czarne buty na korkach.
        Szybko ubrałam bieliznę, wcisnęłam się w rurki, wpuściłam bluzkę w spodnie i włożyłam na stopy buty. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam na nim dwadzieścia pięć minut po siódmej. Nie jest dobrze, ale nie jest tragicznie. Podeszłam do swojej toaletki i przejrzałam się w lustrze. Nieczęsto chodzę do szkoły w kucyku, ale dziś był ten dzień, gdy moje włosy wyglądały jak stóg siana i właśnie w tamtym momencie zrozumiałam, dlaczego otrzymałam miano yeti dziś przy śniadaniu. Przysiadłam w białym fotelu i przysunęłam się do toaletki. Wyjęłam z szuflady szczotkę oraz czarną gumkę do włosów i zebrałam gęste włosy w koński ogon na czubku głowy.
         Teraz czas na lekki makijaż. Wbrew ogólnej opinii, że popularne dziewczyny nakładają na siebie kilogramy tapety, ja malowałam się bardzo delikatnie. Nie widziałam potrzeby używania tysiąca kosmetyków. Raz na jakiś czas użyłam korektora tu i tam, ale zazwyczaj stawiałam na porządne wytuszowanie rzęs i wymalowanie ust różowym błyszczykiem.
         Tak więc zrobiłam co zawsze. Wyjęłam swój ulubiony tusz do rzęs z max-factor i wymalowałam oczy, następnie przejechałam kilka razy ciemno-różowym błyszczykiem po ustach i byłam prawie gotowa.
         Na koniec popsikałam się po szyi kilkoma kroplami ulubionych perfum i ubrałam niebiesko-różową bransoletkę.
         Trzydzieści pięć po siódmej. Hm, super. Podeszłam do swojego dużego, białego łóżka, pościeliłam je, a następnie usiadłam i wyjęłam z torby książkę od chemii żeby powtórzyć przed wyjściem materiał na dzisiejszy test.
          Po dziesięciu minutach stwierdziłam, że jestem nauczona, więc schowałam podręcznik z powrotem do torby. Chwilę po tym, odezwał się mój telefon. To Alex.
-Czekam pod domem, chodź już-rzuciła przyjaciółka i się rozłączyła.
          Zeszłam na dół, pożegnałam się z mamą, tatą i bratem idiotą, a następnie wyszłam do Alex. Tak jak powiedziała, czekała przed domem w czarnych leginsach, zielonej bluzce na ramiączkach z narzuconym na ramiona czarnym sweterkiem i w jej ulubionych czarnych butach converse. Alex, a dokładniej Alexis, ale wszyscy zwracamy się do niej Alex, to krótkowłosa brunetka o ciemnych jak noc oczach. Jest nieco wyższa ode mnie, czego dzisiaj nie dało się zauważyć, przez to, że dodałam sobie kilka centymetrów moimi czarnymi butami. Alex jest bardzo szczupła i zawsze uśmiechnięta, więc niczym nowym było zobaczyć ją z uśmiechem na ustach. Podeszła do mnie i objęła mnie swoimi chudymi ramionami.
-Hej! Nauczona na test z chemii?
-Hej Alex-przywitałam się-myślę, że tak. Napisałaś referat?
-Pewnie, że tak, jak mogłabym przegapić możliwość napisania tyyyluuu słów o sobie- uśmiechnęła się.
         Alex była super i w ogóle, ale czasami wydawała się trochę płytka. Chociaż nigdy jej tego nie powiem, bo jest moją najlepszą przyjaciółką.
-Gdzie Jane?-zmieniłam temat- Też miała przyjść-dodałam ruszając z miejsca, bo nie chciałam spóźnić się na pierwszą lekcję.
-Przeziębiła się czy coś w tym stylu.
-Hm, to może wpadniemy do niej po szkole?- zasugerowałam.
      Kiwnęła głową na znak zgody po czym rozpoczęłyśmy zupełnie banalny temat o naszych idolach, ich ostatnich piosenkach czy o filmach w których ostatnio zagrali.


***
         Lekcje minęły mi niezmiernie szybko i w sumie nie wydarzyło się podczas nich nic nowego. Oddałam Fionie wypracowanie z angielskiego, ponudziłam się trochę na lekcji biologii, zrobiłam kilka zadań na matmie, później siedziałam otępiała nic nie rozumiejąc na lekcjach fizyki, napisałam test z chemii, który swoją drogą wcale nie był taki trudny, jakby mogło się zdawać i zadzwonił dzwonek oznajmujący początek weekendu.
          Jeszcze miesiąc i rozpoczną się wakacje. Chociaż, jak to w Londynie, pogoda niezbyt nam to pokazywała. Wyraźnie dawała nam do zrozumienia, że woli jesień, gdy pada, jest zimno i ponuro. Matka natura jednak nie dawała się pokonać i czasami można było zobaczyć przebłyski słońca i wyjść na spacer w szortach czy letniej sukience, niestety nie dzisiaj, co zdążyliście już pewnie zauważyć po tym, co rano włożyłam na siebie. Niebo było zachmurzone i wiał lekko wiatr, więc pogoda niekoniecznie zachęcała do spędzania czasu na dworze.
          Tak jak planowałyśmy, od razu po szkole wybrałyśmy się do Jane, żeby nie leżała sama w górze zużytych chusteczek do nosa w niewywietrzonym pokoju z zasłoniętymi roletami.
          Jane to... Jane. Ma w tradycji wmawiać sobie, że umiera nawet przy lekkim bólu głowy, czy gardła, a gdy chwilę przed okresem, boli ją brzuch, jest pewna, że jest w ciąży, pomijając fakt, że nie ma chłopaka.
         Ale to moja przyjaciółka i kocham ją. Muszę akceptować ją taką, jaką jest i wspierać gdy umiera przez lekki katar. Alex podziela moje zdanie, dlatego też bez zastanowienia zgodziła się by wpaść po szkole do Jane.
-Może wpadniemy po drodze do Starbucksa? Napiłabym się czegoś, a małej, chorej Jane również przydałaby się dawka kofeiny.
-Dobry pomysł-zgodziłam się.
          Chwilę po tym, wpadłyśmy przez drzwi frontowe do kawiarni ustawiając się w kolejce. Miałam nadzieję zobaczyć Deniss, jedną z dziewczyn z naszej szkoły, która pracowała w Starbucksie od kilku miesięcy, była za naszą grupą i ogólnie była miła. Czasami nawet dawała mi kupony na darmową latte.
          Niestety los lubi się ze mną droczyć i mały buntownik z mojej głowy przeteleportował się do rzeczywistości.
-Co dla was?-spytał Matt neutralnym głosem, przeznaczonym dla wszystkich klientów kawiarni. Alex obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem. Tak, bingo. Moja przyjaciółka nie wiedziała do kogo wzdycham wieczorami pisząc wypracowania. Chciałabym jej powiedzieć, ale boję się jej reakcji. Może kiedyś wzbiorę się na odwagę, jednak dzisiaj nie nadszedł ten dzień. Chciałam odezwać się jakby nigdy nic, jakbym wcale nie śniła o jego ustach, włosach i oczach każdej nocy, jednak nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa. Dalej, Darcy. Przecież nawet z nim nie rozmawiałaś, czym ty się tak stresujesz?
        Alex spojrzała na mnie lekko unosząc brwi, zapewne zdziwiona moim milczeniem, bo to ja zwykłam składać zamówienia, jednak tylko stałam zahipnotyzowana jego niebieskimi oczami.
-Dwa razy waniliowe latte- zamówiła dla siebie i Jane- i raz karmelowe frappucino- dla mnie. Szturchnęła mnie, żebym wyjęła portfel i zapłaciła, ponieważ dzielimy się między naszą trójką opłatami za kawę. Raz płaci Jane, raz Alex, raz ja, a później kolejka leci od początku. Dziś była moja kolej.
        Oderwałam się od niebieskich oczu wpatrujących się we mnie z rezerwą. Może to tylko moje wyobrażenie, ale gdy przeniósł wzrok z Alex na mnie, jego spojrzenie lekko zmiękczało. Nie ważne.
        Wyjęłam portfel i położyłam na jego wyciągniętej dłoni banknot. Przez moje palce przeszedł miły dreszczyk po zetknięciu się z jego dłonią. Niestety zabrał ją z mojego pola widzenia tak szybko jak i wyciągnął. Podał mi paragon, a ja odmruknęłam cicho „dzięki”.
        Wyszłyśmy z kawiarni. Szłam przodem, ale czułam wzrok Alex na swoich plecach. Wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać swoje kontakty, popijając kawę, żeby tylko nie musieć patrzeć przyjaciółce w oczy. Wiedziałam o czym myśli- „czemu zachowywała się tak dziwnie? Zawsze emanuje pewnością siebie przy grupie L, czemu dzisiaj była taka dziwna?”
-O co ci chodziło w Starbucksie?-pociągnęłam drugi łyk kawy i udałam, że moja lista kontaktów jest tak interesująca, że nie usłyszałam pytania.
-Halo, Darcy. Mówię do ciebie-odezwała się po raz kolejny po czym skręciłyśmy w prawo. Do domu Jane jeszcze kilka metrów. Może uda mi się wyminąć od odpowiedzi, więc zaczęłam szukać czegoś w torebce. Po chwili poczułam conversa na swoim tyłku.
-Auuu, Alex, co robisz?
-Pytanie raczej co ty robisz. Ignorujesz mnie.
-Ja, ciebie? Mówiłaś coś?-zmarszczyła brwi i przechyliła głowę. Widziała, że kręcę.
-Ha, ha, bardzo śmieszne. Odpowiedz na moje pytanie.
-Jakie pytanie?- trwałam przy swoim.
-Dlaczego zachowywałaś się przy Mike'u, Maxie, czy jak mu tam, tak dziwnie?
-Matt'cie- poprawiłam ją i od razu ugryzłam się w język.
-Nie ważne. Czemu?-dopytywała. Co zrobić, co zrobić...? Może to dobry moment, żeby powiedzieć jej prawdę. W końcu to moja przyjaciółka. Nie powinnam ukrywać przed nią żadnych sekretów, nawet tych najgłupszych. Ja wiedziałam o niej wszystko. Przykładowo, że raz na imprezę u Jamie'go, chłopaka który jej się podobał, przyszła w piętnasto centymetrowych szpilkach, mimo że miała 14,5 lat i za nic nie potrafiła na nich ustać, a co dopiero spędzić cały wieczór. Wywróciła się jak długa prosto przed Jamie'm rozdzierając sobie przy tym nową sukienkę od kolana aż po pępek. Bonusowo dodam, że było to pool party i wpadła do basenu.
-Nie wydaje mi się, żebym zachowywała się jakoś szczególnie.
-Oh, masz rację. Stanie i gapienie się na kasjera w Starbucksie jest zupełnie normalne. Robisz to codziennie!
-Nie gapiłam się na niego, tylko na tablicę za nim. Zastanawiałam się ile będę musiała zapłacić za nasze kawy, bo chcę sobie kupić nowe buty i muszę być trochę oszczędniejsza-brnęłam w swoje kłamstwa dalej.
-Tak, z pewnością-ucięła rozmowę naburmuszona, zmuszona do tego przez to, że właśnie stanęłyśmy pod drzwiami Jane.
          Zadzwoniłyśmy dzwonkiem i czekałyśmy na obraz ubranej w piżamę, niepomalowanej, nieuczesanej Jane. Jednak gdy drzwi zostały otwarte, ujrzałyśmy w nich naszą codzienną Jane. Czyli ubraną w obcisłe rurki i podkreślający jej talię T-shirt z długim naszyjnikiem zwisającym na szyi. Gdzie się podziała dawna Jane pisząca testament i rozgłaszająca wszem i wobec, że ma raka mózgu gdy bolała ją głowa?
-Hej!-przywitała się z nami.
-Hej- odpowiedziałyśmy chórem i czuć było, że napięcie między mną a Alex się ulotniło- Czemu nie było cię w szkole?- zapytałam, bo uznałam, że lepiej spytać niż od razu wyskakiwać z oskarżeniami.
-Wejdźcie to wszystko wam opowiem- powiedziała z tajemniczym uśmieszkiem na twarzy, więc weszłyśmy, wcześniej podając przyjaciółce kawę. Jane była schludną, uporządkowaną dziewczyną. Miała długie, proste, blond włosy, jasne, niebieskie oczy, duże, różowe usta i mały nosek. Ubierała się klasycznie, ale pięknie. W teorii, jej strój nie wyróżniał się z tłumu, jednak zawsze wyglądała tak ładnie, że nawet w zwykłej spódnicy, koszuli z kołnierzykiem i kozakach wszyscy w holu zwracali na nią uwagę.
           Przeszłyśmy długim holem urządzonym w bardzo nowoczesnym stylu i weszłyśmy do równie nowoczesnego salonu. Wszędzie stały biało-czarne lakierowane meble, na ścianie wisiał plazmowy telewizor, na środku pokoju stała duża skórzana sofa, a za nią na ścianie znajdowała się piękna fototapeta z panoramą Nowego Jorku.
         Razem z Alex usiadłyśmy na kanapie, Jane włączyła mtv a następnie dosiadła się do nas.
-A więc?- zagadałam z ciekawością. Jane nie wyglądała na chorą, więc co zatrzymało ją przed pójściem do szkoły? Zwykle nie urywała się z lekcji bez powodu. Na pewno nie ma żadnego problemu, bo widać, że jest rozanielona, ale dlaczego?
          Moja przyjaciółka po raz drugi uśmiechnęła się tajemniczo i gdy już otworzyła usta by wyjaśnić nam swoją nieobecność Alex wetknęła się jej w słowo.
-Poznałaś faceta!- od razu mnie olśniło. Faktycznie, Jane wygląda jak zakochana. Chodzi z głową w chmurach, ciągle się uśmiecha i opuściła lekcje.
-Dajcie mi coś powiedzieć-powiedziała niby oburzona, ale w jej oczach widać było przebłyski szczęścia, a w kącikach jej ust czaił się uśmiech- Tak, poznałam chłopaka. Nazywa się Justin.
          Serce mi podskoczyło. Moja mała Jane, zawsze stroniąca od chłopców, poznała kogoś, dla kogo opuściła lekcje. Nie chciałam przeszkadzać, więc czekałam na część dalszą.
-No więc... Razem z Lucy- Lucy to koleżanka Jane z zajęć artystycznych na jakie chodzi. Moja przyjaciółka jest bardzo uzdolniona jeśli chodzi o takie rzeczy. W swoim pokoju mam swój portret, który namalowała. Już niejedna osoba pomyliła je ze zdjęciem.- byłyśmy w barze. No wiecie, tym do którego często chodzimy w piątki-Obie przytaknęłyśmy.- No i Lucy gdzieś poszła, w sumie nie pamiętam gdzie, chyba do toalety, no więc siedziałam sama i nagle przysiadł się do mnie jakiś koleś. Jak wiecie, nie za często zwracam uwagę na chłopców więc na początku spojrzałam na niego z rezerwą i chciałam powiedzieć, żeby się odwalił, bo mam chłopaka. No, ale gdy podniosłam głowę, to mnie zatkało. Wysoki, przystojny, blondyn o zielonych oczach z lekkim zarostem. Przedstawił mi się i dowiedziałam się, że rok temu skończył college.
-I...? Co jeszcze o nim wiesz?- Dopytywałam się, chcąc wiedzieć coś więcej o wybranku serca mojej przyjaciółki.
        Jane przenosiła wzrok ze mnie, na Alex i z powrotem.
-No... W sumie to nic.- Alex uniosła brwi ze zdziwienia, a ja rozdziawiłam buzię.-Ale zaprosił mnie na imprezę jutro wieczorem i powiedział, że mogę kogoś zaprosić, więc... Nie chciałybyście iść ze mną?- Spytała z nadzieją w głosie.
         W sumie to czemu nie. Fakt, nie wiemy o tym gościu praktycznie nic, prócz tego jak się nazywa i ile ma lat, no, ale głupio jej odmówić, biorąc pod uwagę jakim wzrokiem na nas teraz spogląda. Poza tym, to moja przyjaciółka, jak miałabym nie iść z nią na imprezę do faceta, który tak zakręcił jej w głowie? A nóż, ktoś zaprosił tam Matta...
-Ja idę- oznajmiłam.- Co mi tam.
          Jane spojrzała na mnie z wdzięcznością.
-Ja też-Powiedziała Alex.- Muszę wiedzieć komu skopać tyłek, jeśli będziesz miała złamane serce.
         Wszystkie trzy wybuchłyśmy śmiechem.
-Dzięki, wiedziałam, że mogę na was liczyć- powiedziała i uśmiechnęła się z wdzięcznością- Co powiecie na dziewczyński wieczór? Zapraszam was na noc.
         Uśmiechnęłam się i zaczęłam ruszać wymownie brwiami co oznaczało moją zgodę.
-Jestem za!- powiedziała Alex.
-To jesteśmy umówione- skwitowała Jane popijając łyk latte.
-Jasne- pewna myśl zaświtała mi w głowie- Ej, to, że poznałaś WCZORAJ faceta, nie wyjaśnia dlaczego DZISIAJ opuściłaś lekcje.
-Ah... Chciałabym wyglądać jak najlepiej jutro wieczorem, więc wybrałam się na samotne zakupy. Kupiłam sobie małą czarną, bo moja była w opłakanym stanie i nowe buty- uśmiechnęła się- zaraz wracam- powiedziała i wyszła z pokoju.
        Odwróciłam się w stronę Alex.
-No, no, no. Naszej Jane jakiś facet skradł serce, coś nowego.
-Właśnie. Myślałam, że po incydencie z Aaronem nie znajdzie sobie nikogo, aż do śmierci.
         W wieku czternastu lat Jane rozpoczęła swój pierwszy „poważny” związek z chłopakiem. Przeżyła z nim swój pierwszy pocałunek i zarzeka się, że była to jej pierwsza miłość. Jednak czternastoletni chłopcy.... cóż, nie są chyba do końca gotowi na związek i po kilku miesiącach, jak to nazwała Jane, gorącego uczucia jak Loli i Kyel'a z LOL'a chłopak rzucił ją, bo stwierdził, że zaniedbuje kumpli na skate parku. Biedna Jane miała złamane serce, zajadała się kilogramami lodów, oglądała smutne filmy i słuchała dołującej muzyki. Nie dało się jej wyciągnąć nawet na zakupy czy kawę. Na szczęście po pół roku w końcu skończyły jej się łzy i stwierdziła, że do szczęścia nie potrzebny jest jej chłopak, a każdy samiec jest taki jak Aaron. W szkole nawet zaczęły się plotki, że Jane to lesbijka, bo olewała każdego chłopaka który chociażby chciał pogadać z nią na przerwie, a co dopiero zaprosić na randkę.
         Aż w końcu pojawił się jakiś blond-włosy książę, który zawrócił jej w głowie. Musi wyglądać jak Apollo lub chociaż Justin Bieber.
         Nasza przyjaciółka wróciła szybko z parą czerwonych, klasycznych, czerwonych szpilek. No tak, klasyka to jej bajka.
-Jesteś pewna, że się w nich nie zabijesz?- było pierwszym zdaniem, które wypłynęło z ust Alex. Nadal wspomina swoje szykowne wpadnięcie do basenu.
-Spokojnie Alex, wiesz o tym, że Jane jest mistrzynią w chodzeniu na wysokich butach. Ona potrafiłaby biegać w butach wyższych niż my potrafiłybyśmy ustać.
         Jane uśmiechnęła się zadowolona z siebie.
-Są piękne. Idealne dla ciebie. Justin nie będzie mógł oderwać od ciebie oczu- zapewniłam ją.
-Dzięki-powiedziała.

         Posiedziałyśmy jeszcze chwilę i rozeszłyśmy się do swoich domów, żeby spakować się na nockę.

24 komentarze:

  1. WOW! Masz talent do pisania ! ♥ miłego wieczoru :)

    http://londonkidx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz cudownie! Przeczytałam od deski do deski i jestem pod wrażeniem. Bardzo wciaga :*

    nowy post! zapraszam!
    MÓJ BLOG-KLIIK
    KANAŁ NA YT, dopiero zaczynam- KLIIK

    OdpowiedzUsuń
  3. ♥♥♥ Najlepiej spędzony czas czytając to! Wszystkim polecam przeczytać całe!! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Woooow, przeczytałam całe, bez oderwania się od tekstu nawet na sekundę. Super, nie przestawaj pisać! Nie mogę się doczekać kolejnych części! Naprawdę masz talent.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne :) Nic dodać, nic ująć ;)

    _______________________
    wiktoriakarnecka.blogspot.com <-- KLIK

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. + mały błą tu '' Nasza przyjaciółka wróciła szybko z parą czerwonych, klasycznych, czerwonych szpilek'' 0 dwa razy czerwone :D

      Usuń
  7. Świetne, świetne świetne! Czekam na więcej!

    Zapraszam na NOWEGO POSTA : LIGHTS AND CANDLE, w którym trochę o lampkach świątecznych i woskach yankee candle!
    >> http://tacokochazmiany.blogspot.com/2015/12/lights-and-candle.html <<

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dla mnie za dziewczyńsko, amerykańsko napisane. Kurczę, po prostu powiewa powieścią dla dziewczynek, a nie nastolatek. Musisz wprowadzić trochę poważniejszy język, bo teraz to taka przewidywalna bajka dla dwunastolatek. Tak w moim odczuciu.

    _________
    my-life-my-troubles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to odpowiada. Nie wiem jak miałabym pisać powazniejszym językiem pisząc o nastolatkach i sama będąc nastolatką. Wolę pisać tak jak teraz, ponieważ czyta się to lżej. Dzięki za przyczytanie i opinie ;)

      Usuń
  9. Naprawdę zostać pisarką w przyszłości! :D Mega ♥, czekam na kolejną część :).
    ania-ania3.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie byłam osobą, która kupiłaby tą całą historyjkę o tym, jak dwie osoby się przypadkiem dotkną i jedna z nich czuje przyjemny dreszcz. Nigdy tak nie miałam, nawet w przypadku osoby, która by mi się podobała. Darcy bardziej niż zakochana, jest po prostu zauroczona. Mało co wie o obiekcie swoich westchnień. Jej zainteresowanie jest czysto fizyczne.
    Relacja pomiędzy Darcy a Jane przypomina mi jakąś książkę. Nie pamiętam jaką, ale i w niej było coś w stylu, że dziewczyna mówiła o przyjaciółce/znajomej "moja mała...".
    Mam nadzieję, że całe to powiadania nie będzie się tylko opierało na szkolnych miłostkach Darcy i jej koleżanek. Dobrze by było gdybyś rozwinęła jeszcze jakieś inne wątki wychodzące poza sferę miłości :)
    Plusy? Na pewno lekki, przyjemny styl pisania, choć w niektórych momentach mógłby być trochę bardziej doroślejszy.
    Kiedy piszesz dialog, po półpauzach, pauzach bądź myślnikach stosuj spację. Tak samo odstępy mają być po wymienionych znakach interpunkcyjnych.
    - Okay -odrzekł i również wstał od stołu. <-- tak powinno być
    -Okay-odrzekł i również wstał od stołu. <-- nie tak
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, wiem, że książka z jednym wątkiem byłaby nudna:) To nawet nie jest koniec pierwszego rozdziału.
      I dzięki, nie wiedziałam:)

      Usuń
  11. Super post! Masz talent, naprawdę!
    Polecam jednak czytać swój tekst po napisaniu od początku do końca, gdyż zdarzają się błędy interpunkcyjne i postaraj się zastępować słowa innymi o tym samym znaczeniu. Niektóre się też powtarzają.
    Jednak uważam, że ten fragment jest boski i masz "to coś" co wciąga czytelnika (w tym mnie):3

    kawaiiayameaki.blogspot.com

    Pozdrawiam :3

    - Aki

    OdpowiedzUsuń
  12. Super piszesz, jednak mam kilka zastrzeżeń (proszę, nie traktuj tego jako hejt, bo nim nie jest):
    - Postaraj się zastępować wyrazy synonimami, gdyż się powtarzają.
    - Popracuj nad interpunkcją i nad pisaniem dialogów (myślniki)
    Nie musisz też tak dokładnie wszystkiego opisywać (ale to tylko moim zdaniem, to nie jest błąd).
    Na pewno masz "to coś", co wciąga czytelnika (w tym mnie).
    Pisz dalej, jest super!

    kawaiiayameaki.blogspot.com

    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w pisaniu :3

    - Aki

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesli napisałam przypadkowo 2 komentarze to przepraszam bardzo :c

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne! Masz naprawdę ogromny potencjał :)) Moim zdaniem, jeśli piszesz książkę o młodzieży i dla młodzieży, to chyba oczywiste jest,że żeby ta książka trafiła do serc młodych ludzi musi być napisana ich językiem. Nie rozumiem, dlaczego ludzie piszą, że mógł być on bardziej dojrzały- moim zdaniem to strzał w 10-tkę! Ja również piszę książkę dla nastolatek :)) Pozdrawiam! <a href="http://xxxjustynasbxxx.blogspot.com/> I zapraszam do siebie, mój blog- klik</a>

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystko naprawdę, naprawdę świetne. Rażą mnie tylko dwie rzeczy: błędy (interpunkcyjne i ortograficzne) oraz to, że przy wprowadzaniu postaci od razu ją opisujesz. Czytelnik nie chce od razu całej epopeji na temat wyglądu Willa, ale woli odkrywać postać powoli. Pokażę ją w ruchu. Przykładowo pisząc o krępującej Willa sytuacji wspomnij o jego zawsze zaczerwienionych policzkach ;)
    Tak to super.

    OdpowiedzUsuń
  16. Napisałam przed chwilą komentarz, ale teraz chciałabym jeszcze coś dodać - Twoja książka jest trochę płytka i nie ma w niej poważnego problemu. Takie hity jak Igrzyska Śmierci, Więzień Labiryntu czy Niezgodna - wątek miłosny nie jest tam głównym wątkiem, a jedynie pobocznym. Tam stawka jest naprawdę wysoka - żyć albo nie żyć. A czy w Twojej powieści ceną będzie być albo nie być... Z Mattem? Poza tym nikt nie chce czytać o tym jak główną bohaterka ubiera się, maluje, zakłada bransoletkę... Za to J. Dashner sprawił, że że chciałam czytać o rozmiarze butów Thomasa. Ty też wybierz jeden element, który uwydatnisz. Wspomnij coś o ubiorze (np. Czy to spodnie czy sukienka, możesz napisać dlaczego, wyrazistym elemencie makijażu i dlaczego akurat to podkreśla i właśnie o bransoletce - możesz napisać, że jest to jej talizman. Dobrym pomysłem jest także według mnie przewijanie tego elementu w całej książce jako spójnika-symbolu tak, jak broszka Katniss). Jak sprawić, żeby Twoja książka nie wydawała się taka płytka? Przede wszystkim zmień słownictwo. Nie musisz od razu pisać, że ktoś był altruistą lub erudytą (choć mi się podoba takie słownictwo), ale możesz napisać, że był bezinteresowny lub nie przeciętnie inteligentny. Drugą sprawą to wplecenie poważnych spraw - nałogi, przemoc, zwykła kłótnia, podróż, śmierć itp. Niech bohater będzie bohaterem, daj mu się wykazać jako osobie dobrej, sprawiedliwej, inteligentnej. Po prostu spraw, aby z każdej frakcji wziął same dobre cechy, które mógłby pokazać w sytuacji kryzysowej (nie miłosnej) i daj mu porządną wadę/słabość.
    To chyba tyle. Nie bądź na mnie zła, za tę krytykę, ale naprawdę chcę Ci tylko pomóc i wierzę, że możesz zostać wielką pisarką ;) życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Podoba mi się to jak piszesz, jednak liczę na coś więcej, taką poważniejsza akcje, jakiś problem, może jakaś choroba czy coś w tym stylu. Pozdrawiam :3 mój blog

    OdpowiedzUsuń

Obraźliwe komentarze nie zostaną tolerowane.
Dziękuję Wam za każdy miły komentarz! ♥